poniedziałek, 14 września 2015

Kryzys imigracyjny skupia problemy UE jak w soczewce

Zmasowany napływ imigrantów do Unii Europejskiej spowodował, że wszystkie problemy Unii Europejskiej o których mówi się od lat nagle nabrzmiały do wielkich rozmiarów. Jednocześnie nie da się ich szybko rozwiązać, a co gorsza, nikt nie chce.

Jesteśmy przyzwyczajeni, że Unia Europejska to rodzina narodowych państw, które generalnie prowadzą niezależną politykę w wielu obszarach, ale wspólnie umówiły się, że w części dziedzin się dogadają, porozumieją i zharmonizują. Tak więc zostało podpisanych mnóstwo umów międzynarodowych, traktatów, z Traktatem o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej na czele. Porozumienia dotyczą między innymi współpracy gospodarczej, wspólnego rynku, handlu, polityki rolnej, fiskalnej... Państwa dobrowolnie podpisały te porozumienia i generalnie starają się do nich z lepszym lub gorszym skutkiem stosować. W związku z tym Unia Europejska nie posiada żadnego silnego ośrodka władzy, który mógłby podejmować szybkie decyzje. Bo decyzje w Unii podejmowane są w drodze debaty, wspólnego dochodzenia do konsensusu, różnego rodzaju głosowań, tworzenia koalicji krajów i tak dalej. Dlatego podjęcie każdej decyzji trwa bardzo długo. Za to oczekuje się, że podjęte decyzje będą realizowane.

System ten działa od wielu lat, trochę po grudzie, ale jakoś życie toczy się spokojnie w tej naszej Unii. Od czasu do czasu jakiś mały kryzysik, który pewnie rozwiązałby się sam bez jakichkolwiek działań władzy z Brukseli. W ramach tej współpracy osiągnęliśmy między innymi Strefę Schengen. Jedno z największych osiągnięć współpracy europejskiej i oczko w głowie Komisji Europejskiej. Porozumienie o o zniesieniu kontroli granicznych wewnątrz państw należących do Strefy. Dzięki niemu w dużym stopniu realizowany jest jeden z filarów Unii Europejskiej jakim jest swobodny przepływ ludzi i towarów. Do Strefy należą obecnie 22 kraje Unii Europejskiej oraz Islandia, Norwegia, Liechtenstein i Szwajcaria. Zasady Schengen przewidują zniesienie wszelkich ograniczeń dla przepływu osób poprzez wewnętrzne granice - nie jest sprawdzana tożsamość przekraczających granice (oprócz wyjątkowych przypadków) aczkolwiek każdy podróżny powinien posiadać ze sobą dokument tożsamości. Oczywiście samo zniesienie granic nie wyczerpuje zasad Układu z Schengen. Przewiduje on także wspólną politykę wizową i zdecydowane wzmocnienie ochrony granic zewnętrznych Strefy - czyli granic z krajami niebędącymi członkami układu.

W celu ochrony granic zewnętrznych powstała specjalna agencja FRONTEX - Europejska Agencja Zarządzania Współpracą Operacyjną na Zewnętrznych Granicach Państw Członkowskich Unii Europejskiej, której siedziba znajduje się zresztą w Warszawie. Zajmuje się koordynacją (a jakże!) współpracy w zakresie ochrony zewnętrznych granic, opracowywanie ocen ryzyka, szkolenie funkcjonariuszy służb granicznych, wspomaganie operacyjne państw w zakresie ochrony granic czy wprowadzanie zespołów szybkiej interwencji w sytuacjach kryzysowych.

Z kolei Wspólna Polityka Azylowa UE opiera się na harmonizacji i ustaleniu wspólnych norm oraz utworzeniu wspólnej procedury azylowej i jednolitego statusu ochrony. Konwencja Dublińska oraz tzw. umowa Dublin II ustaliły zasadę, że przybywający do Unii uchodźcy powinni złożyć wniosek o azyl w kraju, w którym przekroczyli granicę Unii. To znaczy, że jeśli uchodźca jakimś cudem przyleci samolotem do Berlina, może złożyć wniosek w Niemczech. Natomiast jeśli przybył przez morze do Włoch a następnie przyjechał do Niemiec pociągiem, Niemcy mają prawo odesłać go do Włoch, aby tam złożył wniosek o azyl. Teoretycznie wyznaczało to jednoznacznie kraj odpowiedzialny za rozpatrzenie wniosku.

Tak więc w ramach Unii i Schengen największą odpowiedzialność za ochronę granic i rozpatrywanie wniosków potencjalnych azylantów i zajmowanie się przybyszami spadły na barki państw z zewnętrzną granicą. Na otarcie łez dodano agencję FRONTEX oraz przymykano oko na niezbyt szczelną ochronę granic.

Zasady powyższe działały mniej więcej poprawnie podczas gdy imigrantów przybywających do Unii było niewiele, nie sprawiali kłopotów tudzież byli potrzebni w Unii Europejskiej. Natomiast w ciągu kilku ostatnich tygodni, podczas gdy do granic Unii zaczęło przybywać setki tysięcy uchodźców, cały europejski system zawalił się jak domek z kart. Przede wszystkim kraje z zewnętrzną granicą Schengen nie poradziły sobie z ochroną granic. Oczywiście, nie chodzi w tej chwili o zatapianie napływających statków z uchodźcami czy odsyłanie ich do domów. Jednak państwa południa, takie jak Włochy czy Grecja, nie były w stanie w sposób zgodny z zasadami Schengen skontrolować imigrantów, przyjąć ich wniosków azylowych i umieścić ich w specjalnych ośrodkach recepcyjnych, w których spokojnie oczekiwaliby na decyzję władz w sprawie pobytu. Z łatwością za to utraciły kontrolę nad tłumem ludzi oraz szybko zorientowały się, że imigranci wcale nie chcą zostać w ich kraju, ale wolą szybko przemieścić się do Niemiec czy Austrii. Stanęły przed dosyć prostym wyborem: trzymać się litery unijnego prawa i wstrzymywać u siebie na siłę agresywny tłum ludzi, który wcale nie chce u nich być, czy po prostu wpuścić ich wolno wgłąb Strefy Schengen. Oczywiście, nieoficjalnie, wybrały drugą opcję. Czemu miałyby trzymać problemy u siebie i jeszcze ponosić olbrzymie koszty, same będąc na skraju budżetowej katastrofy? Mieliśmy do czynienia z niezwykłym przykładem europejskiej schizofrenii. Gdy władze węgierskie starały się dochować swoich zobowiązań i zatrzymać imigrantów, otrzymały niemiecką reprymendę i oskarżenia reszty Unii o nietolerancję, niechęć, rasizm, itd. Z kolei gdy i Węgry postanowiły pozbyć się problemu przepuszczając tłumy migrantów dalej do Austrii, Niemcy oskarżyły inne kraje Schengen o łamanie porozumienia. Aczkolwiek w geście solidarności z Europą, same postanowiły porozumienia złamać rozpatrując wnioski azylowe u siebie, co okazało się być impulsem do kolejnych fal migracji. Okazuje się więc, że tak źle, i tak niedobrze. 

Tymczasem Komisja Europejska od tygodniu negocjuje z państwami rozdzielnik przyjmowanych migrantów i nie może z nikim dojść do porozumienia. To po raz kolejny pokazuje jej zupełną niemoc i brak jakichkolwiek możliwości podejmowania decyzji.

Europa po raz kolejny udowodniła, że jej zasady w kryzysowych sytuacjach praktycznie nie funkcjonują, a w państwach członkowskich dochodzą do głosu narodowe egoizmy, które nie pozwalają na ścisłą i pewną współpracę. Dokładnie ten sam mechanizm doprowadził do serii kryzysów monetarnych w Europie, także ostatniego w ramach strefy euro. I na pewno doprowadzi do kolejnych. O ile Unia Europejska w obecnym stanie ma przed sobą jakąś przyszłość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz