niedziela, 1 listopada 2015

Europejski cel inflacyjny

Europejski Bank Centralny od dłuższego czasu walczy ze zbyt niską inflacją utrzymującą się w Eurolandzie. Inflacja to proces wzrostu przeciętnego poziomu cen w gospodarce tudzież spadku wartości pieniądza. Brak inflacji, inflacja oscylująca w okolicach zera, a nawet deflacja czyli spadek przeciętnych cen, nie satysfakcjonuje banków centralnych. Na pierwszy rzut oka jest to kuriozalne dla przeciętnego obywatela. Brak inflacji oznacza, że wartość naszych pieniędzy nie spada, nie mamy do czynienia z podwyżkami cen towarów i usług. Możemy w bardziej przewidywalny sposób planować wydatki i oszczędności, łatwiej jest ocenić zyskowność lokat i inwestycji. Nie występuje efekt niesprawiedliwej redystrybucji. Same zalety! Dlaczego więc Europejski Bank Centralny skupia się na działaniach mających na celu podwyższenie inflacji?

To zaskakujące, ale w ekonomii często zjawiska korzystne dla pojedynczego obywatela okazują się bardzo niekorzystne dla gospodarki jako całości. Tak jest między innymi z niską, wręcz zerową inflacją. O ile skutki wysokiej inflacji raczej wszyscy znają, a większość Polaków ma szanse pamiętać jak nieciekawie żyło się w okresie wysokiej inflacji na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, to zerowa inflacja i deflacja jest stosunkowo świeżym zjawiskiem dla Polski i Europy.

Oficjalnym celem inflacyjnym Europejskiego Banku Centralnego jest utrzymanie inflacji na poziomie bliskim 2% w średnim terminie. Inne banki centralne na świecie też się z tym nie kryją. Co więcej, rzec można, że w Europie jesteśmy i tak konserwatywni. Są banki celujące w znacznie wyższe poziomy inflacji - 4%, 10%, 15%. Oczywiście dużo zależy od bieżącej sytuacji w krajowych gospodarkach. Powszechnie uważa się, że kraje rozwijające się powinny pozwalać sobie na wyższą inflację. W Polsce cel Narodowego Banku Polskiego zawiera się w przedziale 1,5-3,5%.


Inflacja HICP w strefie euro
Źródło: EBC/Eurostat

Można by zapytać - dlaczego? Dlaczego bank centralny chciałby, aby w gospodarce była niska, ale jednak inflacja? Bankowi centralnemu zależy zatem na regularnych podwyżkach towarów konsumpcyjnych i powolnym spadku wartości emitowanego przez niego pieniądza?

Inflacja przede wszystkim przyspiesza obrót gospodarczy, mówi się czasami, że inflacja oliwi gospodarkę. W warunkach inflacji nie opłaca się bowiem odwlekać zakupów, szczególnie dóbr trwałych ponieważ w przyszłości ich cena wzrośnie. Gdy ceny spadają, ludzie odkładają zakupy dóbr, których nie potrzebują natychmiast - na przykład samochodów, mieszkań. Brak inflacji stanowi dużą zachętę do oszczędzania. Przez to spada popyt. Skoro producenci nie znajdują odbiorców swoich towarów, są zmuszeni do dalszego obniżania cen (pogłębia się deflacja) oraz ograniczania produkcji, obniżania pensji, zwolnień (co dodatkowo zmniejsza popyt poprzez ograniczenie dochodów konsumentów). Opisana powyżej spirala deflacyjna, w którą może wpaść gospodarka jest czarnym snem każdego bankiera centralnego i polityka. Szczególnie, że w taką deflacyjną pułapkę znacznie łatwiej wpaść niż z niej wyjść.

Istnienie inflacji zwiększa popyt w gospodarce także dlatego, że premiuje kredytobiorców. W warunkach inflacji, kredytobiorcy zyskują gdyż spłacają swój dług pieniędzmi o niższej wartości. I konsumują wcześniej niżby mogli bez kredytu. Ten sam mechanizm kosztami inflacji obarcza oszczędzających.

Zerowa inflacja wydatnie zmniejsza elastyczność rynku pracy. Gdy w gospodarce panuje spowolnienie i spada popyt, istnienie inflacji sprawia, że płace realne ludności spadają przy zachowaniu niezmienionej wysokości płac nominalnych. To oczywiście niekorzystne dla przeciętnego pracownika, ale dzięki temu pracodawcy są w stanie ograniczyć realne koszty pracy nie sięgając po obniżki pensji. Po prostu wystarczy, że nie przyznają podwyżek. Dzięki temu mogą przetrwać trudniejszy okres dla przedsiębiorstwa bez negatywnych emocji towarzyszących obniżkom pensji. To efekt iluzji pieniądza - w warunkach inflacji trudno nam dostrzec, że nasza płaca realna się zmniejsza. Lubimy wartości nominalne.

Między innymi biorąc pod uwagę powyższe przesłanki, Europejski Bank Centralny chciałby, aby inflacja w Eurolandzie występowała i była stabilna. Z wykresu powyżej wynika, że przez pierwsze lata istnienia strefy euro udawało mu się realizować swój cel. Realizacja celu stała się problematyczna podczas kryzysu, od 2007 roku. Obecnie zharmonizowany wskaźnik inflacji w strefie euro waha się w okolicach zera i nie chce wrócić do dwóch procent, mimo prowadzonego od jakiegoś czasu programu luzowania ilościowego w postaci zakupów obligacji.

A może w celu wzmocnienia inflacji powinniśmy wrócić do nieco abstrakcyjnego pomysłu Bena Bernanke, który będąc szefem Rezerwy Federalnej (amerykańskiego banku centralnego) proponował zrzucanie świeżo wydrukowanych dolarów z helikoptera? Nie był to jego autorski pomysł, bo takie narzędzie polityki monetarnej proponował już Milton Friedman. Pojawiają się już propozycje użycia tego narzędzia. Oczywiście bez angażowania helikopterów, ale na przykład w formie uznania każdego osobistego rachunku bankowego pewną kwotą przez bank centralny. Czy może powinniśmy się cieszyć zerową inflacją? Jakie jest wasze zdanie?

2 komentarze:

  1. Moim zdaniem, pomysł dopisywania do rachunku każdemu obywatelowi nominalnie tej samej kwoty mógłby okazać się lepszy od QE. Dlaczego?

    1) QE prowadzi do rozwarstwienia bogactwa w społeczeństwie, bo wspiera osoby, które posiadają majątek.

    2) Przy dopisywaniu do rachunku pieniądze trafiają przede wszystkim do realnej gospodarki (ludzie za to kupują dobra i usługi), a nie głównie pompują aktywa.

    3) Mógłby to być jakiś element polityki socjalnej państwa, oczywiście w granicach zdrowego rozsądki i tylko do momentu wyjścia z kryzysu deflacyjnego.

    Jeśli niska inflacja jest rzeczywiście ekonomicznym perpetuum mobile, to banki centralne powinny cały czas badać (m.in. na podstawie zachowań ludzkich) w jakich dokładnie przedziałach liczbowych inflacja prowadzi do maksymalizacji wzrostu gospodarczego (ludzkiej aktywności). Promować różnorodność, głębokość, dywersyfikację, a tym samym elastyczność rynków, aby zapobiegać gwałtownym wahaniom cen niezwiązanym z polityką monetarną.

    OdpowiedzUsuń
  2. W Polsce już w przyszłym roku możliwe jest rozpoczęcie dodruku złotówki:

    http://myalterfinance.blogspot.com/2015/11/rozpoczynamy-dodruk-zotowki.html

    OdpowiedzUsuń